FARMACEUTA

PO GODZINACH
Ikona powrót strzałka Ikona udostępnienia

Poznaj farmaceutę renesansu, czyli Rafała Sochackiego. Farmaceuta z pasją!

Rafał Sochacki jest magistrem farmacji mieszkającym w Warszawie. Zawodowo związał się z marketingiem. To farmaceuta z powołania, gdyż już w gimnazjum wiedział, że chce związać swoją przyszłość z tym zawodem. Aktywnie działa w mediach społecznościowych. Mocno utożsamia się ze swoim znakiem zodiaku – to urodzony skorpion. Pracowity i spostrzegawczy indywidualista, ale bywa też bezkompromisowy i ma tendencję do overthinkingu. 😉

M: Rafał, śmiało mogę nazwać Cię człowiekiem renesansu. Ciężko by było mi określić, co może być Twoim ulubionym hobby… Zdradź Nam swoje TOP 3!

R: Ciężko wybrać swoje Top 3, kiedy robisz tak dużo rzeczy. Pierwsze na myśl przychodzą mi siłownia i trening siłowy, co jest ciekawe, bo w dzieciństwie unikałem sportu i zajęć WF-u. Na drugim miejscu podałbym uczenie się nowych rzeczy. Czasem nawet niezwiązanych ze sobą. Osoby, które mnie znają, wiedzą, że można po mnie spodziewać się wszystkiego. Oprócz różnorodnego wykształcenia – farmacja, zarządzanie, dietetyka – niewiele osób wie, że kończyłem też masę różnorodnych kursów. Mam za sobą kurs barmański, kurs trenera personalnego, kilka kursów masażu, kurs coacha, kurs specjalisty ds. promocji zdrowia i jeszcze kilka innych. Na oku mam oczywiście następne. Na trzecie miejsce mogę wrzucić edukowanie innych. Spełniam się w tym na różne sposoby: poprzez swoje social media, wykładanie na uczelniach czy jako korepetytor.

M: Jak połączyłeś swoją pasję do rozwoju w dziedzinie nauki z pracą w firmie farmaceutycznej?

R: Szczerze mówiąc, chciałbym tej pasji poświęcać ciut więcej czasu, ale robię co mogę, aby wszystko pogodzić. Praca w firmie farmaceutycznej ma ten plus, że pracuje się od poniedziałku do piątku w stałych godzinach. Oczywiście z kilkoma wyjątkami. Przy dobrej organizacji czasu jesteśmy w stanie na wszystko znaleźć czas. Ta pasja do rozwoju w obszarze zawodowym, o której wspomniałaś, przejawia się na różnych poziomach, bo mówimy tu o pracy wykładowcy na uczelni, a także przygotowaniu doktoratu czy pisaniu (mogę już powiedzieć, że kolejnych) prac magisterskich. 

M: Wiem, że od lat budujesz swoją markę własną jako farmaceuta. W jaki sposób to robisz?

R: Buduję markę głównie poprzez edukację w mediach społecznościowych. Wszystko zaczęło się już właściwie 6 lat temu, kiedy zacząłem edukować w serwisie Instagram. Następnie doszedł do tego blog, TikTok i własny program w telewizji internetowej. Prowadzę także profil na LinkedIn, gdzie można znaleźć więcej „zawodowych” treści. Jest to bardzo powolny i długi proces, który właściwie się nie kończy. Chcąc budować swoją markę trzeba również cały czas się rozwijać. Z tego powodu zdecydowałem się na kolejne kierunki studiów, kursy, dodatkowe prace i projekty. 

M: W jaki sposób odpoczywasz i regenerujesz się, aby utrzymać balans między pracą a życiem prywatnym?

R: Większość moich aktywności wiąże się z wysiłkiem umysłowym. Z tego powodu szczególnie skupiam się na czynnościach, które nie wymagają ode mnie sporo myślenia. W oczyszczeniu głowy ze zbędnych myśli bardzo pomaga mi trening siłowy. Wieczorami lubię też wychodzić na spacery z muzyką w słuchawkach. W „odmóżdżeniu” dobrze sprawdza się również scrollowanie TikToka. Jeśli chodzi o regeneracje, to nic nie zastąpi snu, więc gdy czuje duże zmęczenie, to zwiększam swój czas snu. Staram się również regularnie korzystać z usług fizjoterapeuty, aby porozbijać spięte mięśnie. 

M: Jakie są Twoje ulubione sposoby spędzania wolnego czasu poza pracą w firmie farmaceutycznej?

R: Wolny czas najczęściej spędzam na aktywności fizycznej oraz na spotkaniach ze znajomymi. Lubię również poznawać nowych ludzi, więc gdy mam więcej czasu, to umawiam się na spotkania. Każdy człowiek to inna historia, inne spojrzenia, inny światopogląd, inne doświadczenia. Uważam, że poznawanie tych historii jest bardzo rozwijające, bo z każdej z nich jesteśmy w stanie wyciągnąć coś dla siebie. Wiele osób poznałem dzięki swojej aktywności w mediach społecznościowych. Dla mnie nie jest niczym nadzwyczajnym umówić się z kimś na spotkanie po wymianie kilku wiadomości na Instagramie. Chociaż część osób mocno się temu dziwi.  

M: Co skłoniło Cię do zainteresowania się sportem sylwetkowym? Jakie korzyści dostrzegasz w tym dla swojego zdrowia i samopoczucia?

R: Zacząłem chodzić na siłownię bezpośrednio po maturze. Po drodze były wzloty, upadki, mniejsze lub większe przerwy. Pierwotnie nie zacząłem ćwiczyć, żeby poprawić sylwetkę. Zależało mi, aby zwiększyć swoją siłę, bo nigdy nie miałem jej zbyt dużo. Było to dla mnie źródłem kompleksów. Kiedy wychowujesz się na wsi, w cieniu dwóch starszych braci, to nie jest przyjemnie uchodzić na najsłabszego. Oczywiście wraz ze wzrostem siły przyszły inne korzyści: ogólnie lepsze samopoczucie, większa pewność siebie, poprawa kondycji, a także sylwetka zaczęła wyglądać o wiele lepiej. Dzisiaj jest to mój sposób, aby oczyścić głowę i trochę się poruszać po całych dniach siedzenia przy komputerze. Aktualnie nie wyobrażam sobie życia bez siłowni. 

M: Jak udaje Ci się znaleźć czas na utrzymanie diety i regularne ćwiczenia, biorąc pod uwagę intensywność pracy w firmie farmaceutycznej oraz budowanie własnej marki? 

R: Jestem całkiem dobry w organizacji czasu. Oczywiście ułatwiam sobie to najbardziej jak mogę. Nie poświęcam czasu na zakupy i dietę, gdyż od kilku miesięcy jestem stale na cateringu dietetycznym. Zmieniam sobie tylko kalorykę i makroskładniki. Jeśli chodzi o treningi to ze względów organizacyjnych ćwiczę przed pracą. Najczęściej 6.00 – 7.30. Popołudnia mam wtedy wolne i mogę się zajmować dodatkowymi zajęciami. Efekt jest taki, że często mam kalendarz zapełniony co do minuty, jednak innym sposobem nie byłbym w stanie pogodzić tak wielu zajęć. 

M: Jak utrzymujesz dyscyplinę w codziennym życiu, aby osiągać swoje cele związane zarówno ze zdrowiem, jak i karierą?

R: Zawsze się śmieję, że ja się po prostu nie zastanawiam nad tym, czy mi się chce coś zrobić, czy dam radę, tylko po prostu to robię. Ważne jest dobre ustalanie priorytetów w danym momencie. Jak wiem, że w pracy jest aktualnie luźniejszy okres, to mocniej mogę skupić się na diecie, treningach, dodatkowych aktywnościach. Z drugiej strony, gdy mam sesje na studiach, intensywny czas w pracy, to wiem, że to jest moment, żeby na jakiś czas odpuścić dietę, zmniejszyć intensywność treningu. Nie stosuje zasady: „albo wszystko albo nic”. Słucham swojego organizmu i reaguje na jego sygnały. Myślę, że w długofalowej perspektywie takim podejściem jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo dużo. 

M: A teraz bardzo ważne pytanie. Bez jakiej potrawy nie wyobrażasz sobie życia i dlaczego?

R: Może nie jest to potrawa, ale nie wyobrażam sobie swojej diety bez jogurtów wysokoproteinowych. Nic mi tak nie ułatwia uzupełnienie białka w diecie jak produkty wysokobiałkowe, których ostatnimi czasy jest coraz więcej w sklepach. Mam nadzieję, że ten trend będzie się utrzymywał. 

M: Wiem, że masz cudnego psa. Czy możesz podzielić się historią jego adopcji? Jakie czynniki przekonały Cię do tego kroku? Powiedz, jak ma na imię, co lubicie wspólnie robić.

R: Mój piesek ma na imię Gustaw, chociaż pierwotnie w schronisku nosił imię Szarik. Osobiście uważam, że Gucio znacznie bardziej do niego pasuje. Decyzję o adopcji podjąłem już dość dawno, niestety w przypadku mieszkania, które wynajmowałem, miałem w umowie zakaz posiadania zwierząt. Obiecałem sobie, że jak kolejny raz będę się przeprowadzał, to do mieszkania, które takiego zakazu nie ma. Na pewno wiedziałem, że chce starszego psa. Z jednej strony dlatego, że z moim trybem życia nie miałbym czasu na wychowanie szczeniaka, a z drugiej staruszki mają bardzo małe szanse na adopcje. Podczas przeglądania psów na stronie schroniska tak naprawdę żaden mnie zbytnio nie zachwycił. Szarik był w schronisku od pół roku, bardzo zestresowany, bał się innych psów. Wiedziałem, że jeśli ja go nie przygarnę, to nikt go nie weźmie, ponieważ – jak to wolontariuszka powiedziała – był to pies, który kompletnie nie umiał zwrócić na siebie uwagi. Byłem pierwszą osobą, która o niego zapytała, odkąd był w schronisku. Szarik też nie ułatwiał, podczas obowiązkowych spacerów przed adopcją w ogóle nie zwracał na mnie uwagi [śmiech]. 😉 Ja byłem jednak uparty i Gucio jest teraz ze mną. Pies odmieniony o 180 stopni. Pytasz, co lubimy wspólnie robić. Myślę, że gdyby Gustaw miał odpowiedzieć na to pytanie, to by powiedział, że najbardziej lubi ze mną jeść! 

M: Czy bywają momenty w Twoim życiu, kiedy się nudzisz?

R: Zawsze powtarzam, że ludzie inteligentni się nie nudzą. Faktycznie, w ostatnim czasie dużo się u mnie dzieje, więc i na nudę wiele czasu nie ma. Należę do osób, które zawsze sobie znajdą jakieś zajęcie. Bywają dni, że chciałbym się trochę ponudzić. 😉 

https://www.rafalsochacki.pl

M: To podziel się jeszcze z nami, jaką książkę i film/serial poleciłbyś farmaceutom?

R: Książka, którą polecam przeczytać każdemu, to „48 praw władzy” autorstwa Roberta Greene. Ja lubię książki konkretne, bez zbędnego lania wody i ta właśnie taka jest. Czy nam się to podoba czy nie, każde z tych praw opisanych w książce nas dotyczy. Im prędzej sobie to uświadomimy, tym dla nas lepiej. Cytując jedną z stron internetowych, jest to „Niemoralna, pouczająca lektura!”. Serdecznie polecam!

M: Który mem farmaceutyczny bawi Ci najbardziej?

R: Nie wiem, czy najbardziej, ale ten lubię:

Czy Ty też uważasz, że Rafał Sochacki to człowiek renesansu? 😉 Zachęcam Cię serdecznie do śledzenia Rafała w mediach społecznościowych.

Relaks

“Ukochane dziecko”, czyli serial, który ciężko wymazać z pamięci

Jak zacząć recenzję tego serialu słowami innymi niż “to było genialne”? Nie wiem i myślę, że każdy po obejrzeniu tej produkcji będzie miał podobną zagwozdkę.

Zobacz więcej Czarna strzałka w prawo