Greenwashing: Nie daj się nabrać!
Zauważyliście, że w ostatnich latach producenci zaczęli się prześcigać w byciu eko? Na półkach sklepowych pojawiają się nowe produkty, firmy oferują nowe usługi. Wydawać by się mogło, że to sytuacja idealna. Dążymy w dobrą stronę: produkcja stanie się bardziej odpowiedzialna, a my będziemy mogli nabywać produkty przyjazne środowisku.
Niestety nie jest tak kolorowo. Wiele działań rynkowych, które obecnie obserwujemy, to „greenwashing”.

EKOproducenci
Żyjemy w czasach konsumpcyjnych, w których producenci wymyślają coraz to nowe metody mające nakłonić nas do zakupu ich produktu. Jedną z nich jest możliwość nabywania produktów przyjaznych środowisku. I to jest cudowna zmiana: firmy myślą o tym, jak oszczędzać energię, jak zmienić proces produkcji, aby nie szkodził środowisku, w końcu dostarczają nam produkty bez szkodliwej chemii, wykonane z recyklingu, do wielokrotnego użytku lub na przykład takie, które mogą się rozłożyć po użyciu. I tak jest w idealnym świecie… W naszym niestety wiele takich obserwowanych działań to tylko przykrywka.
Jak jest w takim razie naprawdę?
W wielu przypadkach bycie eko to tylko chwyt marketingowy. Producenci wiedzą, że aby sprzedać produkt, muszą realizować potrzeby konsumentów, dlatego często stwarzają mylne wrażenie, udają bycie ekologicznym w imię zwiększania sprzedaży. Działanie to wcale nie jest motywowane chęcią ochrony środowiska, a jedynie zwiększenia przychodów firmy. Co więcej, samo wzbudzenie w nas potrzeby posiadania nawet najbardziej ekologicznego produktu już jest z zasady nieekologiczne, ponieważ podstawową zasadą życia w zgodzie z środowiskiem naturalnym jest zdecydowane ograniczenie konsumpcji.

Prawdziwy green marketing- jak rozpoznać?
Green marketing to realne działania i zmiany w całym profilu działalności firmy (nie tylko w produkcie), których celem jest poprawa jakości środowiska. Prawdziwy green marketing zakłada działania długofalowe, nie tylko maksymalizację zysków tu i teraz, wymaga od firm wielu zmian i holistycznego podejścia do jej działalności. Aby nie dać się nabrać na greenwashing, trzeba być bardziej świadomym konsumentem. Skupiać się nie tylko na kampanii reklamowej. Trzeba sięgnąć dalej i dowiedzieć się czegoś więcej o danej firmie, przyglądać się jej działaniom. Jakimi wartościami się kieruje, gdzie i w jakich warunkach powstają jej produkty, w co są zapakowane itd. Warto przeanalizować cykl życia danego produktu, żeby sprawdzić, czy na pewno na żadnym etapie nie pojawia się wątpliwość co do jego ekologiczności. Warto też sprawdzać certyfikaty przyznawane organizacjom- najbardziej wiarygodnymi i miarodajnymi są Euroliść oraz symbol stokrotki o nazwie Ecolabel.

Co zdradza greenwashing
- nagła zmiana, nagłe pojawienie się nowych produktów – zastanów się, czy firma wcześniej była znana z działalności proekologicznej;
- miana jedynie w ofercie handlowej, brak informacji o holistycznym podejściu do tematu;
- trudność w zweryfikowaniu obietnic, ogólnikowe deklaracje, brak dostępu do informacji – marka nie jest transparentna, trudno dowiedzieć się czegoś więcej;
- przerysowane komunikaty marketingowe, zbyt mocno krzyczące treściami ekologicznymi – deklaracje, które brzmią zbyt dobrze, aby mogły być w pełni prawdziwe;
- chwalenie się certyfikatami ekologicznymi o wątpliwym pochodzeniu.
Wydaje się to oczywiste i proste do zweryfikowania, a jednak wcale nie tak łatwo się w tym wszystkim połapać. A to dlatego, że po drugiej stronie siedzą specjaliści, którzy dokładnie wiedzą, jak mówić, żebyśmy słuchali oraz żeby nas zachęcić i przekonać. Ale bardziej świadome podejście do tematu na pewno wiele zmieni. Ufajmy firmom, które są szczere, transparentne i spójne w swoich proekologicznych działaniach. I po prostu kupujmy mniej – tylko tyle, ile potrzebujemy.
