FARMACEUTA

PO GODZINACH
Ikona powrót strzałka Ikona udostępnienia

Aptekarz w kimono

Ippon, tatami i wazari – te pojęcia niewiele mają wspólnego z farmaceutyczną terminologią. Mimo to jest w Polsce aptekarz, który wie wszystko na ich temat…

Kim jest Michał Marcinkowski?

Michał Marcinkowski na co dzień jest kierownikiem apteki w nadmorskiej Redzie. Udziela się też w samorządzie należąc do Gdańskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej. Pełni również funkcję wojewódzkiego konsultanta ds. farmacji aptecznej. Jego życie i pasja nie ograniczają się jednak wyłącznie do tego co związane z pracą farmaceuty. Równie dobrze co w aptekarskim fartuchu, radzi sobie bowiem w kimono na tatami. Magister Marcinkowski jest mistrzem karate, choć sam o swoich sukcesach mówi bardzo skromnie: „Najważniejsze to mieć marzenia, być wytrwałym w tym, co się robi i umieć przejść momenty załamania, które przytrafiają się każdemu”.

Jego przygoda z tą dyscypliną sportu rozpoczęła się jakieś dwadzieścia lat temu. „Karate Kyokushin rozpocząłem trenować 1994 roku pod okiem Sensei Zdzisława Niedźwiedzia w Klubie Sportowym Kyokushin w Gdyni” – wspomina Marcinkowski. „Pamiętam, jak kolega Tomek, na podwórku wiedząc, że bardzo lubię każdy sport zaproponował mi zapisanie się do sekcji karate kyokushin. Odpowiedziałem bez namysłu … Tak!”. 

Kilka słów o stylu karate Kyokushin

Kyokushin to jeden ze stylów karate, charakteryzujący się twardą i siłową walką. Jego twórcą był Japończyk Masutatsu Oyama, którego koncepcja polegała na tym, żeby ze wszystkich znanych mu styli karate wydobyć techniki najbardziej efektywne i skuteczne. Poza tym wierzył, że karate jest nie tylko sztuką walki, ale przede wszystkim nośnikiem tradycji i kultury Dalekiego Wschodu – wartości etycznych głoszonych przez Konfucjusza i Lao-Tse. Oyama zawsze powtarzał swoim uczniom, że karate zaczyna się i kończy na uprzejmości i że o ile rozwój fizyczny jest początkiem tej sztuki walki, o tyle rozwój duchowy jest celem ostatecznym.

„Głowę trzymaj nisko, lecz spoglądaj wysoko. Mów roztropnie. Miej dobre serce. Służ innym ludziom z czcigodną pobożnością – traktuj to jako punkt wyjścia” – te słowa Masutatsu Oyamy przytacza Michał Marcinkowski jako swoje motto. „Proszę zwrócić uwagę jakże bliska jest ta filozofia naszemu zawodowi. Nasze całe życie to walka, walka z problemami życia codziennego” – dodaje farmaceuta. „Dojo (sala treningowa karate – przyp. redakcji) to nie jest miejsce dla osób leniwych. To jest szkoła charakteru, gdzie nie możliwe staje się możliwe”.

Pasmo zwycięstw Michała Marcinkowskiego

Po dwóch latach treningów Michał Marcinkowski postanowił wystartować po raz pierwszy w zawodach – były to Mistrzostwa Polski Juniorów w Grudziądzu (rok 1996). Niestety nie odniósł sukcesu. „Po przegranej szybko wyciągnąłem wnioski i po 3 tygodniach w Toruniu wygrałem ogólnopolski turniej wygrywając wszystkie walki przed czasem” – wspomina farmaceuta. Od tego momentu było już tylko lepiej. „Bardzo mile wspominam okres kiedy to w sezonie 2002/2003 zdobyłem Puchar Polski, wygrałem mistrzostwa Polski Zachodniej i zostałem Mistrzem Polski w kategorii lekkiej – 70kg w Warszawie. Automatycznie zostałem powołany do Kadry Polski”.

Lista jego sukcesów i tytułów jest długa. Puchar Polski (Gdynia 2002), czterokrotny Mistrz Polski Zachodniej (Świnoujście 2003, Poznań 2004, Ustka 2005, Lipno 2006), Mistrz Polski (Warszawa 2003). W sumie 13 razy stawał na podium Mistrzostw Polski. Do pełni satysfakcji jednak czegoś ciągle brakowało. „Wprawdzie byłem członkiem kadry narodowej w latach 2003-2005 ale, czułem się niespełniony z uwagi na brak sukcesów na arenie międzynarodowej” – przyznaje Marcinkowski. Na kolejne 10 lat zrezygnował ze startów w zawodach, choć nadal aktywnie działał: trenował, szkolił młodzież i pełnił funkcję prezesa Pomorskiego Klubu Karate Kyokushin. Aż nadszedł rok 2015…

„Myśl o tym, że chciałbym znowu stanąć na macie, zaświtała w mojej głowie w listopadzie 2015, kiedy poleciałem do Japonii oglądać 11 Mistrzostwa Świata Open Karate Kyokushin w Tokio” – wspomina farmaceuta. „Tam zrozumiałem, że 37-letni mężczyzna jest w stanie walczyć i wygrywać. To mnie zainspirowało. Postanowiłem od razu rzucić się na głęboką wodę i dlatego wybrałem turniej w kraju kwitnącej wiśni”.

Wspólne treningi z córką

Przygotowania do startu rozpoczął zaraz po powrocie do Polski. Zaczął szukać sparingpartnerów, jeździł na treningi między innymi do Olsztyna, Malborka, Nałęczowa i Warszawy. Na trening poświęcał każdą wolną chwilę. „Zdarzały się tygodnie, że trenowałem dwa razy dziennie przez siedem dni w tygodniu. Wraz z córką Julią w lutym na ferie zimowe pojechaliśmy na obóz treningowy w góry gdzie czasu nie marnowaliśmy” – zdradza Marcinkowski, jednocześnie wyjaśniając, że jego córka również trenuje Kyokushin. „Przed wyjazdem obiecałem jej, że do Japonii jadę po zwycięstwo i że interesuje mnie tylko pierwsze miejsce. Później nie mogłem już złamać danego słowa. Jej wiara we mnie dodała mi skrzydeł”.

Wielki sukces w karate kierownika apteki

Pod koniec kwietnia farmaceuta wyjechał do Tokio, gdzie miały odbyć się zawody International Karate Friendship 2016. Były to w międzynarodowe mistrzostwa karate seniorów, zorganizowane jako impreza towarzysząca wagowym mistrzostwom świata karate kobiet. Michał Marcinkowski zdjęcia i relacje ze swojego wyjazdu na bieżąco publikował na swoim profilu Facebook. To właśnie tam jako pierwsza ukazała się świetna wiadomość. Dzięki trzem wygranym pojedynkom, urodzony w Gdyni farmaceuta, staną na najwyższym stopniu podium w kategorii wiekowej 35-39 lat – 70 kg. 

W pierwszej walce Marcinkowski pokonał Japończyka już w piątej sekundzie, zdobywając ippon poprzez wykonanie okrężnego kopnięcia w głowę (w karate Kyokushin ippon, czyli pełen punkt, zdobywa się  za spowodowanie niezdolności do walki dłuższej niż pięć sekund). W drugiej walce naprzeciwko Polaka stanął kolejny Japończyk – tym razem udało się wygrać, zdobywając wazari, czyli pół punktu (wazari zdobywa się za spowodowanie niezdolności do walki krótszej niż trzy sekundy) poprzez wykonanie obrotowej techniki nożnej na wątrobę, po której nastąpiła kombinacja technik ręcznych. W walce finałowej Polak okazał się lepszy od Rosjanina – o zwycięstwie zadecydowała decyzja sędziów (5:0).

„Było bardzo ciężko” – przyznaje farmaceuta. „I to nie tylko z uwagi na poziom sportowy zawodników. Japończycy inaczej podchodzą do karate. Zmierzenie się z Japończykiem na japońskiej ziemi, przed japońską publicznością i bycie przy tym ocenianym przez japońskich sędziów to już wyzwanie samo w sobie. Czułem tę presję. Wiedziałem, że nie mogę liczyć na wskazanie, tylko muszę zdobywać punkty”. 

Turniej odbywał się w Tokyo Metropolitan Gymnasium, arenie umiejscowionej w tokijskim okręgu (dzielnicy) Shibuya i zbudowanej z myślą o Mistrzostwach Świata w Zapasach w 1954 roku. Na tym obiekcie rozgrywano także zawody w gimnastyce sportowej podczas Letnich Igrzysk Olimpijskich w roku 1964. „Hala robi niesamowite wrażenie, szczególnie, gdy jest wypełniona publicznością” – przyznaje Michał Marcinkowski. „W środku rozłożono aż 10 mat, na których toczyły się walki w poszczególnych kategoriach wagowych i wiekowych. Przy tym warto podkreślić poziom organizacyjny zawodów. Japończycy zadbali o wszystkie szczegóły. Nie odnotowałem żadnego potknięcia. Każdy z zawodników był pilnowany przez ludzi z obsługi, informowany o swoim starcie, prowadzony na właściwe miejsce. Zdziwiło mnie jedynie to, że przed startem trzeba było udać się do osobnego boksu, z którego wychodziło się potem na matę. To było nowe doświadczenie, bo zazwyczaj te ostatnie chwile przed walką spędza się z trenerem lub sekundantem”.

Do Polski powrócił do glorii chwały. Gratulacje, wywiady, zaproszenia… „Z uwagi na to, że wygrałem turniej w Japonii, zaproszono mnie na zgrupowanie kadry narodowej, które odbyło się w długi majowy weekend” – zdradza farmaceuta. Na to zgrupowanie zabrał ze sobą córkę, a było ono związane z przygotowaniami do Mistrzostw Europy, które odbyły się kilka tygodni później w Warnie w Bułgarii. „Startowałem tam w kategorii do 85 kg. Ważyłem tam 70 kg i miałem aż 15 kg niedowagi, czyli walczyłem z teoretycznie dużo silniejszymi rywalami” – wyjaśnia Marcinkowski. „Postarałem się tam pokazać się z jak najlepszej strony. Dotarłem do ćwierćfinału czyli znalazłem się w gronie najlepszej 8 Starego Kontynentu. W walce o wejście do półfinału przegrałem z Rosjaninem”.

Recepta na sukces Michała Marcinkowskiego

A wszystko to osiągnął pełniąc jednocześnie funkcję kierownika aptek w Redzie, konsultanta do spraw farmacji aptecznej na województwo pomorskie i członka Gdańskiej Okręgowej Rady Aptekarskiej. Jest też członkiem drużyny halowej piłki nożnej Gdańskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej, z którą w 2013 roku zdobył tytuł Mistrza Polski Izb Aptekarskich. Czy to nie za wiele na jednego człowieka? „Dla chcącego nic trudnego” – zdradza swoją receptę na sukces. „Najważniejsze to mieć marzenia, być wytrwałym w tym, co się robi i umieć przejść momenty załamania, które przytrafiają się każdemu. To zawsze wpajał mi sensei Niedźwiedź. Ostatni sukces umocnił mnie w tym przekonaniu. W latach 90., kiedy rozpoczynałem treningi, nie spodziewałem się tego, że kiedyś japońscy kibice w Tokio będą sobie robili zdjęcia ze mną ubranym w dres reprezentacji polski. To niesamowite przeżycie”.

Zdaniem Michała Marcinkowskiego karate może trenować absolutnie każdy i w każdym wieku – również farmaceuta. „Słowo Aptekarz powinno się dobrze kojarzyć w sporcie, że jest to osoba, która nie użala się nad sobą tylko chce wygrywać” – zapewnia. „W polskiej farmacji przydało by się dużo osób uprawiających sztuki walki. Chwilami patrząc na nasze aptekarskie podwórko stwierdzam, iż skończyła się miękka gra a rozpoczyna się twarda i ostra męska walka. Dlatego serdecznie zapraszam wszystkich farmaceutów do spróbowania swoich sił w sztuce pustej ręki – karate. Nie mówię tu tylko o trójmieście, ale o całej Polsce. W każdym większym mieście znajduje się lub karate Kyokushin”.

Psychologia

Czym różni się psycholog, psychoterapeuta, terapeuta, coach. Kiedy powinno się do nich zwrócić. Paulina Patro

Często da się wyczuć niepokój wśród ludzi gdy ktoś przedstawia się wraz pełnioną funkcją, gdy jest nią psycholog lub terapeuta. Atmosfera się zagęszcza, nie wiadomo gdzie podziać oczy, to pokazuje jakie mity krążą wokół tych zawodów. A tego typu przekonania wynikają z niewiedzy lub opinii innych osób, niekoniecznie zgodnych z prawdą. Psychologia, której ojcem jest Zygmunt Freud kojarzy się głównie z zaburzeniami psychicznymi. Do tej pory psychologia skupiała się na patologicznych aspektach ludzkiej psychiki, na szczęście Martin Seligman zauważył, że w ludziach prócz ich cienia jest też jasna strona i to właśnie ją należy rozwijać. Od lat rozwija się nurt psychologii pozytywnej, która skupia się na zasobach ludzi, na tym by pokazywać ludziom, że w nich drzemią potężne siły.

Zobacz więcej Czarna strzałka w prawo