“Anatomia upadku” – co ten scenariusz ma w sobie, że dostał Oscara?
Ostatnio mam szczęście do oscarowych scenariuszy – najpierw oglądam film, a potem dowiaduję się, że został nagrodzony. Szczególnie cieszy mnie fakt, że Oscara otrzymała produkcja, która jest dla mnie bardzo mocna w przekazie. Więc kto upadł – i dlaczego?
“Anatomia upadku” to film stojący na styku dramatu, kryminału i thrillera. Z typowego kryminału ma zbrodnię – już na samym początku dowiadujemy się o śmierci Samuela. Z klasycznego dreszczowca ma atmosferę – bo wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to żona zabiła, a ona musi się bronić. A co ma z dramatu? Skomplikowane relacje rodzinne, zderzenie oczekiwań z rzeczywistością, niespełnione pragnienia i niewypowiedziane słowa.

Czy ona rzeczywiście byłaby w stanie zabić? Oczywiście odpowiedź na to pytanie poznajemy dopiero pod koniec filmu. Ale o tym, co ważniejsze, dowiadujemy się wcześniej – że każdy tworzy swoją własną prawdę.
Film trzyma w napięciu do samego końca – a minimalistyczne efekty i przejmująca ścieżka dźwiękowa dopełniają całości. Nie można nie wspomnieć o wspaniałej grze aktorskiej – zwłaszcza Sandry Hüller.
Kto w tej historii upada? Myślę, że każdy po trochu – zmarły Samuel, jego żona, niewidomy syn, wymiar sprawiedliwości. I widz.
Materiały prasowe: kino MUZA
